Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2017

Dorian Gray - recenzja konkursowa



„Dorian Gray”



Fascynacja młodością to temat, który niezwykle często pojawia się w tekstach kultury. Warto zastanowić się dlaczego.
Ludzie nie są w stanie pogodzić się ze swoją śmiertelnością i nietrwałą strukturą ciała. Wypierają ze swojej świadomości
fakt, że kiedyś będą musieli pożegnać się ze pięknem witalnym i zrezygnować ze wszystkich przyjemności, które
się z tym faktem łączą. Wydaje się, że topos ten został omówiony we wszystkich aspektach i nie ma potrzeby tworzenia
kolejnego dzieła, które poruszałoby tę tematykę. A jednak w 2009 roku powstał film, będący adaptacją książki Oscara
Wilde'a pt. „Portret Doriana Graya”, którego celem było jeszcze szersze przedstawienie kultu młodości.


Źródło ilustracji: filmweb.pl

Można snuć przypuszczenia, że tytuł filmu nie pokrywa się z tytułem książki, gdyż reżyser chciał podkreślić odrębność
tych dzieł i zapowiedzieć, że jest ono tylko inspirowane twórczością Wilde'a, a nie stanowi jego kopii. Ta recenzja również
ocenia film pt. „Dorian Gray” jako indywidualny podmiot. Nie jest moją intencją wskazywanie różnic i podobieństw pomiędzy
literaturą, a filmografią.

Fabuła filmu opiera się na losach atrakcyjnego młodzieńca, Doriana Graya. Gdy pierwszy raz pojawia się na ekranie,
jest przedstawiony jako niewinna osoba. Wkrótce poznaje go malarz, który zafascynowany urodą Doriana, postanawia
stworzyć jego portret. Znajomość z lordem Wottonem sprawia, że Gray zaczyna się zmieniać. Młodzieniec staje
się aroganckim mężczyzną, na każdym kroku wykorzystującym swoją atrakcyjność. Sprzedaje duszę diabłu, który oferuje
mu nieśmiertelność. Ich układ dopełnia się. Jednakże każdy grzech Doriana, znajduje swoje odbicie w jego portrecie.

Z pewnością fabuła ma duży potencjał, który niestety nie wykorzystano. Odnoszę wrażenie, że zostało to spowodowane
faktem, iż reżyser nie potrafił w sposób ciągły ukazać metamorfozy Doriana. Była ona przedstawiona schematycznie
i po pewnym czasie widz nabierał wrażenia, że sceny są po prostu powtarzalne. Najczęściej dotyczyło to momentów,
kiedy Gray znajdował się w domu publicznym. Niestety, muszę przyznać, że ciężko mi się było skupić na seansie.

Kolejnym aspektem jest scenografia, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Akcja toczyła się w klimatycznych
miejscach, wiernie odzwierciedlających realia ówczesnego Londynu. Warto podkreślić rolę oświetlenia, które często
w sposób nieoczywisty uwidaczniało perfekcjonizm twarzy Graya. Jasne i czarne kostiumy bardzo zgrabnie wizualizowały
kontrast pomiędzy obliczem Doriana, który prezentował światu, a tym, który ukrywał. Szczególnie utkwiły mi w pamięci
sceny, gdy nieskazitelny Dorian jadł wiśnię i dyskutował z towarzystwem, odziany w biały garnitur,a chwilę potem
w czarnym płaszczu skradał się w ciemnych uliczkach Londynu.


Źródło ilustracji: fanpop.com

Pomimo faktu, że niezwykle cenię sobie Bena Barnesa jako aktora, w tym filmie nie zaprezentował pełni swoich
umiejętności. Grał po prostu sztucznie, nie wykorzystywał potencjału swojej postaci. Jego metamorfoza mogłaby zostać
jeszcze lepiej odegrana- powinien wykreować kokieteryjnego, sensualnego i inteligentnego Doriana, który upajał się swoją
młodością. Niestety jednak, nie udało mu się to. Nieco lepiej wypadł Colin Firth, cyniczny mężczyzna o swobodnych obyczajach.

Nie uważam tego filmu za kompletny niewypał. Z pewnością nie. Mimo wszystkich niedociągnięć, które powyżej
zaprezentowałam, „Dorian Gray” to film, przekazujący prawdy uniwersalne. Człowiek zawsze będzie dążył do nieśmiertelności
i wiecznego piękna, jednakże cena, którą przychodzi mu za to zapłacić, może okazać się niewyobrażalnie wysoka. Czy warto?

                                                                                                                          Magdalena Słowińska, 1c


Bibligrafia: http://www.filmweb.pl/film/Dorian+Gray-2009-483446



Info o naszym projekcie realizowanym wspólnie z Filmoteką Szkolną
znajdziecie na naszym blogu tutaj.




niedziela, 15 stycznia 2017

Geniusz pisania w kinie - recenzja konkursowa


Geniusz pisania w kinie


Nowy Jork. Dwudziestolecie międzywojenne. Kawiarnie. Jazz. Pisanie książek. Spotkania w wydawnictwie. Wymienione
elementy filmu wystarczyły, abym 
poszedł do kina. Najlepiej kina studyjnego. „Geniusz” to produkcja mało znana, której
przede wszystkim brak było marketingu. Ja na szczęście obejrzałem ten cichy 
film. Cieszę się, że nie przemknął
obok mnie niezauważony. Przykre byłoby nie 
zobaczyć takiego arcydzieła.

Źródło ilustracji: filmweb.pl

„Geniusz” jest biografią sławnego, ale dzisiaj zapomnianego amerykańskiego pisarza Thomasa Wolfe’a (Jude Law),
a także dyskusją nad wartością jego dzieł: 
Spójrz ku domowi aniele, 1929, i niewydanego w Polsce: Of Time and the
River: A 
Legend of Man’s Hunger in His Youth (1935). Wolfe żył w tym samym czasie, co tacy wielcy pisarze jak Ernest
Hemingway i Francis Scott Fitzgerald i jest do nich 
często porównywany. Żył tylko 38 lat, jednak film nie podejmuje próby
opowiedzenia 
całej jego historii, a fabuła zaczyna się w momencie, kiedy Wolfe stoi w zalanym deszczem Nowym Jorku
przed budynkiem 
wydawnictwa i podejmuje kolejną walkę o wydanie swej pierwszej powieści. Tak zaczyna się niezwykła
przygoda, w której 
dużą rolę odegra wydawca książek Thomasa – Max Perkins (Colin Firth). Film ten nie jest więc klasyczną
ekfrazą, opisem 
innego dzieła sztuki, ale poprzez ukazanie walki o wydanie powieści, opowiada o dziele i jego tworzeniu.

Źródło ilustracji: dziennik.pl

Film zadaje bardzo ciekawe pytania i skłania widza do refleksji nad wpływem redaktora na dzieło samego pisarza.
W ciekawy sposób podchodzi do relacji między 
wspomnianym wydawcą, a autorem. Ten wątek stanowi główną
oś fabuły. 
Oczywiście w opowieści pojawia się kilka równie interesujących postaci jak ukochana Wolfe’a – Aline
Bernstein (Nicole Kidman) czy żona redaktora – Louise 
Saunders (Laura Linney). Obie kobiety są mocno związane
z opowiadana historią i 
często chcą wpłynąć na ogromną przyjaźń łączącą obu mężczyzn. Ta zostanie wystawiona
na próbę, a w konsekwencji może doprowadzić nawet do zniszczenia 
prywatnego życia obu mężczyzn. Daniem
głównym jest jednak wątek książek, ich 
pisania i wydawania. Reżyser Michael Grandage i scenarzysta John Logan
w 
umiejętny i dokładny sposób przedstawili kulisy powstawania powieści. Przyjaźń Perkinsa i Wolfe’a tworzy
się właśnie podczas 
wydawania pierwszej książki tego ostatniego. Widz z ogromnym zainteresowaniem śledzi
poczynania głównych 
bohaterów, a także postaci drugoplanowych, które nie zostały umieszczone w opowieści na siłę.
Romans między Wolfem a Bernstein 
to jeden z najlepszych wątków miłosnych, choć poboczny i daleki od komedii
romantycznych oraz naznaczony 
cierpieniem tworzenia (Bernstein była reżyserką teatralną), jakie kiedykolwiek widziałem
w kinie. Genialnie przedstawiono postać 
redaktora Maxa jako męża i ojca dzieci, który w trakcie przyjaźni z ekscentrycznym
i szalonym Thomasem zmienia się 
nie do poznania. Tło epoki, to nie tylko obrazy miasta, ale i ludzie: na ekranie pojawia 
się Ernest Hemingway w małej, acz dostarczającej wrażeń  roli czy Scott Fitzgerald ze swoją, cierpiącą na chorobę
psychiczną, żoną Zeldą. Każdy bohater jest w tym filmie 
po coś, ma do odegrania ważną, choć często epizodyczną, rolę
i każdy przechodzi 
przemianę. Widz ani na chwilę nie zwątpi w ich autentyczność, a żadna z nich nie jest ani nudna,
ani płaska tylko zbudowana z krwi i kości. Z pewnością jest do zasługa 
reżysera, który dzięki„Geniuszowi” zalicza
swój debiut jako reżyser filmowy.

Źródło ilustracji: filmweb.pl

Scenarzysta świetnie poradził sobie także z dialogami, które, choć często nieco patetyczne, bardzo pasują do charakteru
Wolfe’a. Film jest spójny, angażujący i po 
prostu genialny pod względem fabuły, historii i dialogów. W pierwszej części
filmu 
atmosfera jest raczej sielankowa, a nawet, kiedy jest bardzo poważnie, sytuację rozładowuje żart sytuacyjny
czy śmieszny dialog. Fundamentem filmu jest więc 
genialna chemia między bohaterami, emocje wypływające z ekranu,
a także bardzo 
dobrze napisany scenariusz. Wszystko to współgra z świetną stroną audiowizualną.

W produkcji znajduje się wiele elementów, które wskazują na teatralne korzenie reżysera. Wspomniane przeze mnie postaci
z krwi i kości to z pewnością 
jego zasługa, ale ważną częścią spektaklu teatralnego jest scenografia i tutaj też takową
znajdziemy. Choć większość scen nagrywanych było z użyciem realnych 
planów i przedmiotów to nawet w takim filmie
jak „Geniusz” znalazło się miejsce dla 
obrazów generowanych komputerowo. W pierwszych scenach filmu da się dostrzec 
sztucznie wykonaną panoramę miasta i widać, że jest to magia komputera. Wydaje mi się, że jest to celowy zabieg mający
na celu nawiązanie do teatralnej przeszłości 
reżysera. Komputerowe krajobrazy przewijają się jeszcze parę razy odnosząc
się do 
rozwiązań scenograficznych znanych z teatru. Większość scen została wykonana bardzo klasycznie, bez użycia
komputera, za co jestem twórcom bardzo wdzięczny.


Źródło ilustracji: kultura.poznan.pl

Nie można zapomnieć o genialnej muzyce, która świetnie współgra z obrazem i tworzy niesamowity klimat dwudziestolecia
międzywojennego. Warto również 
wspomnieć o świetnej grze aktorskiej w szczególności jakich gwiazd jak powściągliwy Max
- Colin Firth, czy szalony Thomas - Jude Law. Wszyscy aktorzy 
są bardzo dobrze obsadzeni i świetnie pasują do swoich ról.

„Geniusz” to film prawdziwie genialny i niepowtarzalny. To jeden z najlepszych filmów, których podstawą jest inne dzieło
czy dziedzina sztuki, jakie 
oglądałem i prawdopodobnie kiedykolwiek obejrzę. Twórcy pokazują nam szczęście
i 
tragedię jednostki nie wchodząc w żadne stereotypy i budując swoich bohaterów od zera. Reżyser w świetny sposób
ukazuje realia dwudziestolecia międzywojennego, a 
jego bohaterowie są żywi i prawdziwi. Twórcy zrobili wszystko, aby film
nie nudził i 
dostarczał silnych emocji. W ciekawy sposób operują obrazem, dźwiękiem i bohaterami tworząc zupełnie
nową jakość filmów dramatycznych jak i biografii. Pod 
koniec seansu serce każdego widza będzie ściskało się z bólu,
oczy będą wilgotniały, 
ręce będą drżeć, a usta otworzą się w niemym okrzyku zachwytu nad tym cichym i niepropagowanym
arcydziełem, który każdy, czy to fan literatury, historii, 
dwudziestolecia międzywojennego czy po prostu angażującego kina dramatycznego powinien obejrzeć.

                                                                                                                                  Mateusz Drewniak, 1A


Źródła:


Głowiński, Michał, Teresa Kostkiewiczowa, Aleksandra Okopień-Sławińska i Janusz Sławiński.1996. 
Podręczny słownik terminów literackich. Warszawa: OPEN.

Grandage, Michael i John Logan. 2016. Geniusz. USA i Wielka Brytania. 
http://www.filmweb.pl/film/Geniusz-2016- 597664


Kopcewicz, Andrzej i Marta Sienicka. 1983. Historia literatury Stanów 
Zjednoczonych w zarysie. Tom II. Warszawa: PWN.

Salska, Agnieszka (red.). 2003. Historia literatury amerykańskiej XX wieku. 
Tom I i II. Kraków: Universitas.



Info o naszym projekcie realizowanym wspólnie z Filmoteką Szkolną
znajdziecie na naszym blogu tutaj.



piątek, 13 stycznia 2017

Danse macabre - recenzja konkursowa


Z dużą radością prezentujemy recenzję, która zajęła 1. miejsce w naszym szkolnym konkursie:


Danse macabre


Uwaga! Recenzja może zdradzać przebieg fabuły.


„Ale to jest pejzaż po jakiejś klęsce” pada komentarz pod adresem obrazu Zdzisława Beksińskiego, który
odpowiada na to po prostu „A bo ja wiem”. I chociaż „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego odmitologizowuje
sławnego malarza i jego krewnych, trudno oprzeć się wrażeniu, że prywatny świat Beksińskich jest lepiej
odzwierciedlony przez ów pejzaż aniżeli zwykłe blokowisko.

Źródło ilustracji: filmweb.pl
Mamy trzy postaci: ojca, syna i ściśniętą pomiędzy nimi matkę. Oni obaj szukają i pojąć nie mogą znaczenia tego
wszystkiego, ona po prostu jest – niewzruszony zwornik, bez którego całość szybko się rozpadnie. Nie ma w nich
obcego chłodu czy oderwania przypisywanego artystom, jedynie zwykła ludzkość. Każdy gest, spojrzenie bądź słowo
– wszystko to dobrze znane z szarej codzienności, a jednak tak inne w tym „beksińskim” wydaniu. Czy to z powodu
obrosłego legendą nazwiska? Znanych twarzy znakomicie grających aktorów? A może obrazów zajmujących każdy
wolny metr ściany i wypełniających przestrzeń pokoi piosenek? Co sprawia, że obaj Beksińscy wydają 
się odcięci od świata zewnętrznego, uwięzieni we własnych głowach? Z pewnością świetne zdjęcia zamykające widza
w ciasnych mieszkaniach lub niepozwalające oderwać się od pleców idącego bohatera, lecz bardziej jeszcze od nich
fascynacja Beksińskich śmiercią, która najbardziej ze wszystkich cech dzieli ich i łączy jednocześnie. Tomek
ze swoim zdiagnozowanym przez ojca „antyhomeostatycznym układem” przechodzi wahania nastrojów, napady agresji,
przypływy bezsilności wyrażane nieustannym spaniem, wreszcie próby  samobójcze. Jedyną rzeczą, która wydaje
się odciągać go od tych ponurych zakamarków jego własnej duszy jest sztuka, czy to w postaci piosenek, czy filmów
z Jamesem Bondem. Można się krzywić na widok tego, jak pokracznie Ogrodnik wygina się przed głośnikami, jednak
nie można zaprzeczyć, że Tomek Beksiński przy dobrej muzyce daje się wciągnąć w artystyczne sidła, które
przynoszą ukojenie i chwilowe zapomnienie.

Źródło ilustracji: filmweb.pl
Z drugiej zaś strony jego ojciec, w przeciwieństwie do syna bardziej twórca niż odbiorca, dla którego sztuka
to jednocześnie sposób na życie i bardzo osobiste doświadczenie. Byłoby nadużyciem rzec, że Zdzisław Beksiński
tworzy tylko po to, by wylać na płótno swe lęki i niepokoje, tak jak i spłyceniem jest stwierdzenie, że „Ostatnia
rodzina” to po prostu film o sztuce. Jednakże to, co wpuściło malarza do serc tysięcy Polaków, jego obrazy, stanowi
także puentę całej opowieści. Mowa o ostatniej scenie filmu, która do stawianego wcześniej przez Beksińskiego
pytania dopisuje odpowiedź. Sztuka będzie dla Zdzisława śladem, który zostawi po sobie na Ziemi, śladem,
którego tak usilnie pożądał, filmując siebie i swoich bliskich niezliczoną ilość razy, śladem, który w mistrzowskim
ostatnim ujęciu zasugerowany jest przez zbieżność kolorystyczną wiszącego na ścianie obrazu i plamy krwi
na podłodze – namacalnej, lecz jakże nietrwałej w porównaniu ze sztuką, pozostałości po wielkim malarzu.

„Ostatnia rodzina” to film o sztuce, lecz nie do końca. O rodzinie, ale nie całkiem. O śmierci, zapomnieniu, Beksińskich
 – wciąż nie oddaje to dobrze złożoności dzieła Jana P. Matuszyńskiego. „Ostatnia rodzina” to film o nas wszystkich,
o naszych marzeniach i ułudach. Bo rodzina Beksińskich jest ostatnia, ponieważ jest jedyna. A to znaczy, że innej
nie będzie, nieważne jak mocno zaczniemy w to wierzyć. Bóle Beksińskich to bóle powszechne i nieme, a ich droga 
to ta jedyna możliwa. I chociaż każdy przejdzie ją po swojemu, nadal pozostanie ona tą jedną, pierwszą i ostatnią zarazem.

                                                                                                                                         Wojciech Sławnikowski, 2F


Przy pisaniu recenzji wykorzystano materiały dostępne w portalu filmweb.pl, w tym recenzję
autorstwa Jakuba Popieleckiego.


Info o naszym projekcie realizowanym wspólnie z Filmoteką Szkolną
znajdziecie na naszym blogu tutaj.



czwartek, 15 grudnia 2016

Wyniki konkursu na recenzję



Drodzy!

Dziękujemy wszystkim Uczennicom i Uczniom za udział w konkursie.

Postanowiłyśmy wyróżnić następujące prace


miejsce 1 - Wojciech Sławnikowski 'Danse macabre"
miejsce 2 - Mateusz Drewniak "Geniusz pisania w kinie"
miejsce 3 - Magdalena Słowińska "Dorian Gray"


GRATULUJEMY!

Dziękujemy Radzie Rodziców za ufundowanie nagród w konkursie. Są to:


1 i 2 miejsce:


Akcja Animacja | Filmy najnowsze

Dwupłytowy album prezentujący panoramę młodej polskiej animacji, od roku 1989 do dziś. Animacje
klasyczne i komputerowe, opowieści malowane wprost pod kamerą – na szybie i płótnie, kolaże rysunku
i żywego planu oraz wycinanki. To także zapis przemian, jakie miały miejsce w polskiej animacji w ostatnich
dwóch dekadach, widzianych z perspektywy młodych twórców. (więcej na http://nina.gov.pl/projekty/antologia-animacji/)

3 miejsce:

 
Polski film animowany | Książka 

Historyczne wydawnictwo pod redakcją Marcina Giżyckiego i Bogusława Żmudzińskiego,
w którym krytycy i historycy filmowi przedstawiają historię polskiej sztuki animacji, jej dokonania i najważniejszych
twórców od „prehistorii” do czasów najnowszych.




Info o naszym projekcie realizowanym wspólnie z Filmoteką Szkolną
znajdziecie na naszym blogu tutaj.



poniedziałek, 5 grudnia 2016

And the Oscar Goes To...


KOCHANI!

Dziękujemy za recenzje przesłane na konkurs.

Już za momencik ogłosimy wyniki i nagrodzimy Autorów.
Tymczasem prosimy o odrobinę cierpliwości!!!

AM i BG

Źródło ilustracji: http://www.sjlc.org/


wtorek, 11 października 2016

Szkolny konkurs na film krótkometrażowy


Drodzy Twórcy filmowi!!!


Zapraszamy do udziału w projekcie Filmoteki Szkolnej
"Obraz wyobraźni".

Jednym z jego odsłon jest

konkurs na film krótkometrażowy inspirowany dziełem sztuki

Kadr z filmu "Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński (2016)
źródło ilustracji: http://film.onet.pl/


Wymagania techniczne:

- długość filmu - do 10 min. 
- technika dowolna (dokument, animacja, fabuła)

Filmy zapisane na płycie CD proszę dostarczyć osobiście 
do p. Agaty Migdalskiej lub p. Barbary Góreckiej.

Czas do: 30 listopada 2016

Z A P R A S Z A M Y !!!!!!!!!!!!!





poniedziałek, 3 października 2016

Konkurs na recenzję filmu o sztuce / inspirowanego dziełem sztuki



Drodzy Miłośnicy filmu!!!


Wszystkich Amatorów ruchomych obrazów, którzy przy okazji 
czują się dobrze w pisaniu i mają potrzebę twórczego działania 
zapraszamy na

konkurs na recenzję filmu o sztuce / inspirowanego dziełem sztuki


Kadr z filmu "Dziewczyna z perłą", reż. Peter Webber (2003). 
Źródło ilustracji: www.canalplus.pl


Zasady są proste:


- tekst może mieć długość maksymalnie 2 stron znormalizowanego tekstu
(3600 znaków ze spacjami),
- do tekstu prosimy o dodanie bibliografii i źródeł, z których korzystaliście pisząc recenzję,
- jeśli tekstowi będą towarzyszyć ilustracje prosimy o podanie źródła ich pochodzenia.


Na recenzje czekamy do 30 listopada br.


Teksty można wysyłać na adresy:

barb.gorecka@gmail.com
ag.migdalska@gmail.com


Na zwycięzców czekają nagrody filmowe oraz książkowe 
a także publikacja na naszym blogu :) 


Kadr z filmu "Moulin Rouge", reż. John Huston (1952). 
Źródło ilustracji: www.movpins.com



Serdecznie ZAPRASZAMY!!!


Agata Migdalska i Barbara Górecka



Info o naszym projekcie realizowanym wspólnie z Filmoteką Szkolną
znajdziecie na naszym blogu tutaj.










środa, 27 maja 2015

Uczennice z Dwójki w finale konkursu COR AD COR



Trzy uczennice z klasy 1d: 

Małgorzata Kaczmarek, Paulina Tomczak i Małgorzata Przybył 

stworzyły film w odpowiedzi na hasło "Moja wizja szczęścia" biorąc udział w
Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych COR AD COR.



Film "Szczęście zwie się wolnością i dziećmi"  zakwalifikował się do finału w Luboniu.

SERDECZNIE GRATULUJEMY TWÓRCZYNIOM!!!


Film można obejrzeć zerkając na stronę:

https://www.youtube.com/watch?v=wqEWTbJdzyE



Więcej info o konkursie znajdziecie tutaj.


VII Wielkopolski Konkurs Wiedzy o Filmie


W piątek 10 kwietnia dwa dwuosobowe zespoły z naszej szkoły pod moją opieką wzięły udział w VII Wielkopolskim Konkursie Wiedzy o Filmie, który odbył się w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Poznaniu:


1. Michalina Szulejko (2E) i Natalia Balcerzak (2E) - uczennice zajęły 8 miejsce (zabrakło im zaledwie dwóch punktów, aby otrzymać nagrody)

2. Marta Naumczyk (2A) i Michalina Płatkiewicz (1D) - zajęły 24 miejsce, ale zdobyły nagrodę specjalną Stowarzyszenia Manufaktura Epickich Produkcji za najlepszą interpretację sceny filmowej ( Kanał, reż. A.Wajda).


"Nagroda specjalna Stowarzyszenia Manufaktura Epickich Produkcji - Organizatora Festiwalu Filmowego -18 ma zaszczyt zaprosić Martę Naumczyk i Michalinę Płatkiewicz do składu jury młodzieżowego podczas 6 Festiwalu Filmowego -18 w dniach 25-26 września 2015 w Poznaniu."





Uczennicom dziękuję za zaangażowanie i udział w Konkursie, oraz gratuluję zdobycia nagrody specjalnej. W załączniku przesyłam zdjęcia z Konkursu (od lewej na zdjęciu zbiorowym: Michalina Płatkiewicz, Marta Naumczyk, Michalina Szulejko i Natalia Balcerzak).


Agata Migdalska


środa, 29 kwietnia 2015

Wyróżnienie w szkolnym konkursie na recenzję filmu animowanego - "Dzwoneczek i Bestia z Nibylandii"



"DZWONECZEK I BESTIA Z NIBYLANDII" - przepiękna opowieść, która wzruszy każdego, sprawi, że wrócą
niesamowite wspomnienia z dzieciństwa.


Czy zastanawiałeś się kiedyś, co kryje w sobie tajemnicze światło komety? Co dzieje się, gdy uderza w ziemię? Czy zawsze spełniają się wtedy marzenia? Czy magia istnieje naprawdę? Czy wielki Mruk może okazać się przyjacielem? Czy wróżka to coś więcej niż tylko wytwór czyjeś wyobraźni?

W szóstej już części przygód Dzwoneczka- ulubionej wróżki wszystkich dziewczynek można znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. Jakie? Każdy znajdzie je w swoim sercu, gdy obejrzy tę wspaniałą bajkę i odnajdzie w sobie część dziecięcej fantazji.

Źródło ilustracji: www.filmweb.pl

Jelonka, jak to ze zwierzęcymi wróżkami bywa, wiedzie spokojne, lecz pełne codziennych niespodzianek życie. Pewnego dnia, udzielając lekcji skoków małym króliczkom, słyszy przeraźliwy ryk. Zaciekawiona podąża za głosem coraz bardziej w głąb lasu. Jej oczom ukazuje się ogromne, puchate stworzenie, z wielkimi zielonymi oczami. W jednej z jego łap tkwi kolec, który mu bardzo przeszkadza. Choć jest odrobinę przestraszona, zbliża się, chcąc mu pomóc, jednak „zwierzę” nie pozwala jej na to. Jelonka powraca do Przystani Elfów i zaczyna się zastanawiać się jak ulżyć mu w bólu. Szuka także wiadomości o pochodzeniu „zwierzaka”. W miarę upływu czasu wróżka zaprzyjaźnia się z „bestią”- Mrukiem. Pojawia się jednak pewien problem- jak zareaguje na to reszta wróżek i królowa? Czy Mruk to naprawdę niegroźne stworzenie? Pojawia się także straszna legenda, która może odmienić losy wszystkich. Czy warto w nią wierzyć?

Źródło ilustracji: www.portel.pl

Podczas kolejnych wydarzeń w filmie Jelonka będzie musiała zmierzyć się z sytuacją wyboru między tym, co dyktuje jej serce, a tym co nakazuje rozum. Czy warto więc narażać wróżkową przyjaźń, by ratować czworonożnego przyjaciela? Czy poświęcenie w imię Przystani opłaci się? Czy pogodzenie się z losem okaże się trudne?

W filmie nie zabraknie także niesamowitej współpracy sześciu zaprzyjaźnionych wróżek i znanego hasła: „Wiara, przyjaźń i magiczny pył!”. 

Pewnego miłego wieczoru, po intensywnej nauce, przyszła mi ochota na jakiś lekki i przyjemny film. Uznałam, że bajka będzie idealna (choć nie ukrywając nieczęsto oglądam takiego typu ekranizacje). Był to strzał w dziesiątkę. Zapomniałam na chwilę o codziennych problemach i trudnościach i „wciągnęłam się w bajkę”. Fabuła jest bardzo, bardzo ciekawa i nawet jeśli ktoś nie lubi przygód wróżek, w tym filmie spodoba mu się wszystko. Zarówno piosenki, będące tłem wydarzeń, są idealne i bardzo szybko wpadające w ucho (dzieci szybko łapią tekst i melodię), jak i przepiękna kolorystyka świata, w jakim żyją postacie, są starannie dobrane i przemyślane. Bajka staje się przez to przyjazna, zachwycająca i budząca ciekawość. Uczy, że nikogo nie należy osądzać po wyglądzie, ani po tym, co myślą inni. Trzeba kogoś osobiście poznać, by móc powiedzieć o nim coś więcej. Sama wzruszyłam się pod koniec filmu, mimo że jestem już uczennicą liceum. Myślę, że w bajce tej każdy odkryje swoją wrażliwość. Dla najmłodszych widzów mogą też pojawić się momenty grozy, ale oglądając wspólnie z rodzicami każde wydarzenie w filmie będzie niezwykłe.


Źródło ilustracji: www.stopklatka.pl

To wspaniałe, dedykowane dzieciom dzieło, nie powstałoby bez pomysłu Steve’a Loter’a (reżyseria) oraz Elżbiety Pruśniewskiej (scenarzysty polskich dialogów). Całość uświetnił Joel McNeely wspaniałą oprawą muzyczną. Przed głównymi twórcami można chylić głowę.

Jako uczennica liceum, wolontariusz, starsza kuzynka i przyszły student medycyny (najprawdopodobniej!) serdecznie polecam tą bajkę, która jak pewnie wszyscy wiemy, pochodzi z produkcji Walta Disney’a. Oglądajcie i bawcie się dobrze!

                                                                                                     Agata Kuliberda, 1C


Źródła informacji:

- http://www.filmweb.pl/film/Dzwoneczek+i+bestia+z+Nibylandii-2014-715475
- http://pl.vidiox.tv/movies/tinker-bell-and-the-legend-of-the-neverbeast/cast


czwartek, 23 kwietnia 2015

III miejsce w szkolnym konkursie na recenzję filmu animowanego - "Mary i Max"


Loser like me

Łatwo jest żyć będąc „innym”? Czy w świecie, w którym modna jest oryginalność i indywidualność istnieją jakieś granice „odstawania od pozostałych”? Czy ludzie, którzy bardzo się wyróżniają, są skazani na bycie outsiderami? I, przede wszystkim, czy na takie pytania może odpowiedzieć nam animacja, kojarząca się z prostym, zabawnym kinem? Adam Elliot w swym komediodramacie „Mary i Max” udowadnia, że owszem, może!

Źródło ilustracji: www.filmweb.pl


Australijska produkcja twórcy oscarowego „Harviego Krumpeta” przedstawia nam losy dwójki zupełnie od siebie różnych i niezwykłych ludzi; ośmioletniej Mary Daisy Dinkle z Australii i czterdziestoletniego Nowojorczyka Max’a Horovitz’a. Dzieciństwo Mary nie jest usłane różami. Matka alkoholiczka i wciąż nieobecny ojciec nie interesują się problemami córki, jej kompleksami i samotnością. Mary nie ma przyjaciół, a jej rodzinie doskwiera bieda. Max, któremu również nigdy nie było lekko, wiedzie swój żywot w pojedynkę, zajadając hot dogami czekoladowymi swe smutki oraz zdenerwowanie przed cotygodniowymi spotkaniami dla Anonimowych Obżartuchów. Pewnego dnia, w wyniku zbiegu okoliczności, Mary pisze list do Max’a. Tak rozpoczyna się ich niezwykła przyjaźń. Film powstał w 2009 roku w Australii, skąd pochodzi Adam Elliot, reżyser i twórca scenariusza. Zyskał dobre opinie krytyków, doceniono go m.in. w Berlinie, gdzie wygrał Kryształowego Niedźwiedzia na festiwalu Berlinale. 

Źródło ilustracji: www.pinterest.com

Początkowo sceptycznie podchodziłam do filmu. Spodziewałam się niczym niewyróżniającej spośród innych animacji, łzawej opowieści dla dzieci. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy okazał się on wspaniałą opowieścią, przekazującą bardzo ważne treści w nienachlany i zrozumiały dla przeciętnego widza sposób, dzięki czemu odbiorcami mogą być zarówno dorośli, jak i dzieci. Bardzo ważne jest to, że pogłębia on naszą wiedzę o zespole Aspargera, łagodnej odmianie autyzmu, na którą cierpi Max. Choroba jest źródłem większości kłopotów mężczyzny oraz jego bezradności. Niczym duże dziecko, obawia się innych ludzi i ma problemy z nawiązywaniem kontaktów. Nikt nie wie, że bohater choruje, nikt mu nie pomaga i nikt, zupełnie nikt go nie rozumie. Samotność i niedola pozwalają zbliżyć się do siebie tytułowym bohaterom; pragnącej przyjaciela Mary i niedostępnemu Max’owi, który dzięki szczerości i serdeczności dziewczynki, zaczyna jej ufać. Ukazuje nam to skalę problemów, z jakimi osoby te muszą się zmagać na co dzień. Twórca porusza jeszcze wiele innych poważnych spraw, jak alkoholizm matki Mary, czy odosobnienie i problemy psychiczne ojca dziewczynki. Kontrastuje z nimi niezwykle inteligentny humor, przewijający się przez cały film. Autor ukazuje sprawy z życia dorosłych oczami dziecka. Na tym oparty jest komizm animacji. Jednak największą zaletą tej produkcji jest jej strona techniczna. Wszystkie postacie oraz scenografia wykonane są z niesamowitą precyzją, a łagodna muzyka stanowi dobre tło dla całej historii. Jest to uczta dla oczu, 92 minuty doskonałego współgrania ze sobą każdej części, która składa się na ponury, a jednak piękny obraz. Zdjęcia do filmu trwały ponad rok, co sprawiło, że żaden, nawet najdrobniejszy szczegół nie umknął uwadze twórcy. 

Źródło ilustracji: www.filmweb.pl

Ta uniwersalna opowieść o ludziach zupełnie różnych, ale równie samotnych, wywołuje we mnie wielkie emocje - od wzruszeń, po szczere rozbawienie. Jest dopracowana zarówno pod względem fabularnym jak i technicznym, a ważne wartości, które przekazuje sprawiły, że postrzegam tę produkcję jako niezwykle ambitną. Polecam ją wszystkim, szczególnie fanom dobrych animacji oraz osobom, które również zmagają się z poruszonymi w filmie problemami. Pomimo gorzkiego zakończenia, znajdziemy tam wiele pozytywnych przesłań. Oczywiście, nie łatwo być odmieńcem, ale dla każdego jest nadzieja. Nie ważne jak „dziwny” jesteś, zasługujesz na przyjaciela i w końcu go znajdziesz. Być może tak jak odnaleźli się Max i Mary – właśnie dzięki samotności?


                                                                                                     Izabella Adamczak


Źródła:

http://www.filmweb.pl/film/Mary+i+Max-2009-479892